Czwartek, 26 listopada, godz. 19.45 (Kampus UJ, sala 0.103)

wojciech_staron1

Bracia (2015) – reż. Wojciech Staroń

Spotkanie z Wojciechem Staroniem

 

 

Bracia Wojciecha Staronia – dzieło transnarodowego filmowca

Bracia (67 minut, produkcja Staroń Film i TVP) to najnowszy film dokumentalny autorstwa (scenariusz, reżyseria i zdjęcia) Wojciecha Staronia. Już w okresie realizacji film stał się legendą i trudno, żeby było inaczej, skoro kolejne dzieła dokumentalne autora okazywały się coraz ciekawsze, a zdjęcia do nowego utworu trwały z przerwami osiem lat, przygotowania jeszcze dłużej. Zainteresowanie budzili też dwaj tytułowi bohaterowie – bracia Alfons i Mieczysław Kułakowscy. Staroń poznał ich w 1994 roku, trzy lata przed nakręceniem Syberyjskiej lekcji. Oto, jak opowiadał o tym w niedawnym wywiadzie udzielonym Krzysztofowi Kwiatkowskiemu („Wysokie Obcasy” z 29 sierpnia 2015):

„Już wtedy byli niesamowici. Później się dowiedziałem, że po osiemdziesiątce przyjeżdżają na stałe do Polski. Kurczę, taka decyzja. Sama zmiana kraju jest trudna. […] Wcześniej mieszkali w wielkim mieście Ałma Acie. Alfons był znanym malarzem, żyli wśród artystów i wykształconych ludzi. W Polsce osiedli na wsi, daleko od drogi, niemal odcięci od świata kultury. […] A niedługo po przesiedleniu się, już na Mazurach, wszystko, co mieli, stracili w pożarze. Nie wrócili jednak do Kazachstanu, tylko wznieśli dom od nowa. I o tym są Bracia – o ludziach niezłomnych, którzy postanowili spełnić marzenie życia pod sam jego koniec. […] Ale nie zastanawiają się, czy dobrze zrobili, przeprowadzając się. Starszy skończył 92 lata i to nie jest dobry moment na takie analizy.”

Warto jeszcze dodać, że mimo strat udało się ocalić bezcenne taśmy amatorskie 8 i 16 mm, nagrywane przez drugiego z braci, Mieczysława, w toku ich długiego życia. Reżyser włączył część tych materiałów do filmu i wyznaczył im ważną rolę.

Trudno rozstrzygnąć, do jakiego stopnia nowy utwór Wojciecha Staronia mieści się w kategorii „kina transnarodowego”. Na pewno jednak mamy do czynienia z filmowcem, który mimo stosunkowo młodego wieku (rocznik 1973) zebrał ogromne transnarodowe doświadczenie. Wystarczy przypomnieć jego trzy najsławniejsze filmy dokumentalne, nakręcone na różnych kontynentach i wprost dotykające problemu transnarodowości – Syberyjska lekcja (1997, Grand Prix Festiwalu Cinéma du Réel w Paryżu), El Misionero (2000) i Argentyńska lekcja (2011, Złoty Róg w Krakowie), a także jego autorstwo zdjęć do dwóch wybitnych filmów argentyńskich Nagroda (El Premio, 2011) Pauli Markovitch i Pod ochroną (Refugiado, 2014) Diego Lehrmana, nie mówiąc o aktualnej pracy nad zdjęciami do ostatniego wspólnego filmu Krzysztofa Krauze i Joanny Kos-Krauze Ptaki śpiewają w Kigali. Jest zatem naturalne, że pragnęliśmy, jako organizatorzy Konferencji, umożliwić jej uczestnikom spotkanie z tym twórcą. Tym bardziej, że Bracia – na razie szerzej nieznani – zbierają już wartościowe nagrody: najpierw Nagrodę Tygodnia Krytyki Festiwalu w Locarno, całkiem niedawno Grand Prix Złotego Gołębia w Lipsku.

Tadeusz Lubelski

 

Piątek, 27 listopada, godz. 18.00 (Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha)

  plus-camerimage-andrzej-wajda
Zaproszenie do wnętrza
(1978) – reż. Andrzej Wajda

Andrzej Wajda: Moje kino transnarodowe. Spotkanie z Reżyserem

 

Zaproszenie do wnętrza – transnarodowy dokument Andrzeja Wajdy

Kiedy zastanawialiśmy się wspólnie, który z filmów Andrzeja Wajdy włączyć do programu naszej konferencji, zaproponowałem – prawie bez wahania – Zaproszenie do wnętrza. Trzy są powody takiego wyboru. Po pierwsze, to utwór z całej bogatej filmografii mistrza polskiego kina bodaj najmniej znany. Być może zadecydował o tym fakt, że zarówno autor, jak bohater filmu byli w okresie realizacji – zdjęcia nakręcono jesienią 1977 roku – postaciami „źle obecnymi” w kulturze oficjalnej PRL-u. Reżyser był kilka miesięcy po premierze bardzo źle widzianego przez władzę Człowieka z marmuru; bohater coraz wyraźniej zbliżał się do polskich środowisk opozycyjnych. Premiera filmu, odbyta 26 maja 1978 roku w siedzibie warszawskiego koproducenta – Agencji Interpress, nie została więc nagłośniona, a i pokaz dokumentu na Festiwalu w Berlinie Zachodnim w lutym następnego roku nie odbił się w kraju szerszym echem. I tak już zostało.

Tymczasem – i to drugi, równie oczywisty powód naszej decyzji – mamy do czynienia z dokumentem znakomitym, prawdopodobnie najwybitniejszym w dorobku reżysera. Jego ukrytym tematem jest odwieczna pasja malarska Wajdy, ale odnajdowana na zewnątrz, w innym człowieku, który przekształcił ją w zbieractwo. Film przedstawia – efektownie, kamerą Witolda Sobocińskiego – imponujące zbiory tego bohatera, a zarazem – jego samego, nie tylko w komentarzu zarażającego widza swoją pasją, ale też, w ramie, pertraktującego z artystami i zamawiającego u nich nowe obrazy.

Przede wszystkim zaś, po trzecie, fascynujący jest sam ten bohater, Ludwig Zimmerer (1923-1987), i to on w istocie – nie tylko sam fakt koprodukcji filmu z telewizją w Hamburgu – stanowi o transnarodowym charakterze utworu. Zimmerer przybył do Warszawy w październiku 1956 roku, jako nieznający polskiego, ale zainteresowany niecodziennością politycznych wydarzeń, zachodnioniemiecki dziennikarz reprezentujący dziennik „Die Welt”. Jak napisał po latach Piotr Sarzyński (Niemiec od polskich świątków, „Polityka” 2009, nr 33, s. 43-45): „Przyjechał na kilka tygodni, pozostał do końca życia. Pod koniec lat 50., mniej więcej po dwóch latach pobytu w Polsce, po raz pierwszy kupił rzeźbę ludową. Przedstawiała Żyda z umierającym dzieckiem i nosiła tytuł Ostatnie objęcie. Po niej przyszły następne zakupy. Począł gromadzić dzieła artystów naiwnych, prymitywnych, niedzielnych, ludowych: obrazy, rzeźby, rysunki, kilimy”.

Z upływem lat zbiory Zimmerera przekształciły się w najbardziej niezwykłą kolekcję polskiej sztuki ludowej, jaką kiedykolwiek zgromadził prywatny zbieracz. W dodatku zbieracza tego – przecież Niemca, choć z roku na rok coraz bardziej polonizującego się – zaczęła ogarniać misja ich udostępniania. Jak pisał Sarzyński: „Praktycznie każdy z ulicy mógł zadzwonić do drzwi i – jeśli właściciel był w domu – liczyć na oprowadzenie po kolekcji.” Autorowi Zaproszenia do wnętrza udało się zarejestrować tamten niepowtarzalny moment szczytu popularności zbiorów Ludwiga Zimmerera. Gdyby opowieść przeprowadzona została z dzisiejszej perspektywy, musiałaby uwzględnić ich późniejsze, dramatyczne losy po przedwczesnej śmierci właściciela, wciąż nieustalony status prawny kolekcji… Ale to już inna, zupełnie pozafilmowa historia.

Tadeusz Lubelski